środa, 21 marca 2012

zróbmy coś dla naszej Pani Ziemi

Wystarczy, że na godzinkę zagasisz światło, wystarczy, że 31-go marca poświęcisz tej naszej "kulce" taką  krótką chwilkę, a ona naprawdę wiele zyska :)


"Celem akcji jest propagowanie proekologicznych postaw oraz zachęcanie ludzi na całym świecie do wprowadzenia w swoim codziennym życiu drobnych zmian, które mają ogromne znaczenie dla stanu środowiska naszej planety."

niedziela, 5 lutego 2012

czy wiecie, że....

Kochani moi, za oknem mróz, że aż pod bucikami skrzypi.
Wszystko przemarznięte, szczególnie nasze paluchy, kiedy to trzeba szyby skrobać, bo się cieniutka warstewka osadziła.
Siedzimy więc w domu w ciepełku, a biedne zwierzątka marzną.
Ja wiem, że są przystosowane do takich temperatur, ale do braku jedzonka to już nie bardzo.
Jak co roku gdy tylko zaczynają się opady śniegu, lub taki mróz jak teraz regularnie dokarmiam wszelakie ptactwo. A dzieciaczki moje mają sporo radochy. Zmajstrowałam latem fajny domek dla ptaszków i teraz jest na co patrzeć.
Jak co roku wytapiam słoninkę, potem mieszam z różnymi nasionami schładzam w foremeczkach i potem do zamrażalnika, żeby dostęp był łatwy i na całą zimę wystarczyło :) WYSTARCZA :):):)
Chciałam o czymś jeszcze.
A mianowicie, czy wiecie, ze w przyszłym miesiącu mamy pierwszy dzień wiosny!!!!!!!!!!!!!!
Matko jedyna zima się już kończy :):):):)
Czyli serca do góry wznieśmy,, bo przecież nastał czas pierwszych siewów :)
Ja za parę dni biorę się za nasionka pomidorków i może papryki. Wszystko już czeka przygotowane :)
Przecież to pierwsze zapowiedzi wiosny, co z tego, ze za oknem grubo poniżej -10, co z tego, że opał znika w tempie zastraszającym, najważniejsze, że zaczynam wiosnę wprowadzać i o lecie myśleć :)
A wspominając lato... Mam ważne pytanie do osób mieszkających na wschodzie Polski.
Strasznie chcielibyśmy uderzyć w tamte strony latem, zabrać rowery... Pytanie jest proste, gdzie jechać??? Warunek jeden, musi być jeziorko, rzeka... woda do kąpieli :) :)
Napiszcie jakieś namiary, może ktoś ma rodzinę z agroturystyką. Nie chcę w żaden sposób być jakoś szczególnie traktowana, szukam po prostu fajnych namiarów:) Pamiętajcie dwie osoby dorosłe i trójka dzieci :)
I na zakończenie moje zeszłoroczne pomidoreczki :) i zapowiedzi tego co będzie w przyszłym miesiącu :) (a dokładnie tak było u mnie w marcu 2011 )




sobota, 4 lutego 2012

małe marzenia , a tyle radości

Znów mogę powiedzieć, że się zakochałam :)
Marzyłam o nim, widziałam go w snach.
Był niczym cukierek za szybą, zawsze za drogi.
A o czym mowa?????
O TOSTERZE.
Własnie tak, ale postawiłam sobie poprzeczkę dosyć wysoko.
To nie może być nic zwykłego, poza tym moja rodzina jest liczna :) czyli w przypadku robienia tościków jest zawsze zwada, kto pierwszy otrzyma porcję.
Gdzies, kiedyś widziałam takie na 4 kromeczki, potem zobaczyłam jeszcze w  stylu retro no i wiedziałam już czego chcę.
Szukałam i szukałam, ale ceny mnie powalały.
 Aż tu nagle, na znanym wszystkim portalu zakupowym znalazłam cudo angielskie :)
Cena była niziutka, bo eksponat był z wystawki, ale posiadał normalną gwarancję.
No i go mam.
W końcu każdy może sobie nastawić stopień przyrumienienia i mam rozmrażanie kromeczek i podgrzewanie :)
Normalnie full wypas :):):):)
Zresztą co ja wam będę gadała, pokażę i już :)
No i ten kolor... normalna past orchidea :) teraz szukam jeszcze w tym kolorze ekspresu :)



piątek, 3 lutego 2012

Ferie i dbamy o zdrowie

Ferie trwają, ale temperatura niestety uniemożliwia wyjścia, bo dzieciaki jeszcze nie do końca ozdrowiałe.
No to siedzimy w domu, za oknem -24 stopni.
Ja wymyślam gry i zabawy, ale i tak bajki i komputer ratują mi życie.
Chłopaki juz nie wytrzymują.
Energia wypływa z nich jak lawa z wulkanu. Jest gorąca i niszcząca w swej masie :)
Zniszczeń jako takich nie ma, ale psychika matki sięga dna.
Przetrwam to... taka to mantra towarzyszy mi od rana :)
Jutro musze juz coś wymyslić na dworze, choć Pani doktor na razie zabroniła.
No dobra a teraz smaczki.


Przed chwilą zrobiłam chłopakom zdrowiuteńki sok KUBUSIEM zwany.
Mam o tyle łatwiej, ze tak jak już wcześniej pisałam, mam takie ustrojstwo co się THERMOMIKSEM nazywa. Znaczy gotuje, miksuje... wszystko w jednym garnku.
Podam tylko że na to co widzicie (dzbanek jest 1,5 l, no i kielichy są dosyć spore) zużyłam:
200g marchwi
350 g jabłek (już obrane w ćwiarteczki)
150 g ja dałam mandarynki, ale w przepisie są banany
150 g cukru (ja daję 100g)
1 miarka soku z cytryny
i około 2,25 l wody
Najpierw marchew rozdrabniam dodaję 750 ml goracej wody i gotuję 7 min .
potem dodaję resztę i miksuję 1 min na najwyższych obrotach. dopełniam całość do 1,5 l i pasteryzuję 5 min w temp. 100 stopni.
potem znów wszystko miksuję przez 30 sekund.
Można gorące przelać do butelek i przechowywać w lodówce przez tydzień. U mnie jednak jest to porcja na jedno popołudnie.




A dzisiaj było takie śniadanko :)
Grzaneczki z bułeczki posmarowane roztapiającą się nutelką :)




A teraz jeszcze przepis na to ciasto pizzowe :) Całkiem zapomniałam, że poproszono mnie o przepis :)
Chciałam tylko powiedzieć, że to również przepis z tego sprzętu, bo dostałam do niego świetna książkę kucharską. W tym garnku jest również funkcja wyrabiania ciasta drożdżowego, czyli kręci raz w jedną stronę raz w drugą :)
160g wody
2 łyżki oliwy z oliwek
30g drożdży
1 łyżeczka cukru
300g mąki
1/2 łyżeczki soli
Wszystkie składniki w podanej kolejności wsypać i wyrobić.
Nie trzeba czekać na wyrośnięcie, od razu robimy placki i nakładamy  składniki. Pieczemy ok. 15-20 min w temp. 220 stopni :)
I to tyle na dzisiaj :)
Buziaki

poniedziałek, 30 stycznia 2012

ferie rozpoczęte

Jak nakazuje tradycja domu mego, gdy czas wakacji nastaje dzieci z rana kakałkiem obdarzone zostały, potem naleśniczki z jogurtem, polane konfiturką truskawkową własnej roboty.
Tak to mija poranek.
Dochodzi moment, gdy trzeba pomysleć o obiadku.
Dzisiaj pełna twórczego myślenia godzina i powiem tylko  zuśmiechen na twarzy, ze to nie ja musiałam się wysilić twórczo :)
Zrobiłam ciasto uformowałam placuszki i... położyłam składniki na stole zawołałam cielotkę i sami mieli sobie coś stworzyć. Było wesoło, apetycznie, a potem każdy spałaszował swoje dzieło i o dziwo, każdy zjadł wszystko (zawsze coś zostawiają, mówiąc, że więcej się nie da )
A teraz podziwiajcie :)

Poniżej moja:


Radka:


Darka:


Olka:


Kochanie moje pracuje do późna więc dostanie jedynie lekką kolacyjkę:)
Buziaki

piątek, 27 stycznia 2012

Czerwona jak cegła .... :)


Czerwona owszem, ale chyba z prędkości jaką musiałam nabrać, zeby  opędzić tych moich mężczyzn.
Wiadomo, chłopcy chorzy.
Ja cały czas krzątająca się wokół nich :)
Kochane moje nie ma co narzekać :)


U mnie generalnie juz poświątecznie całkowicie. Okna pomyte, w domciu posprzątane.
Mam tylko coraz więcej obaw.
Chodzi o to, że posłaliśmy malutkiego od września do przedszkola, ale nie wyszło. Mały jeszcze psychicznie nie dorósł, żeby oderwać się od mamusinej kecy :):):)
Martwi mnie jednak bardziej to, ze w marcu kończy się wychowawczy, że będę musiała podjąć bardzo ważną decyzję. WRACAĆ ALBO NIE WRACAĆ !!!!!
Sama nie wiem. Nie mam z kim zostawić małego, w sumie bez mojej pensji świetnie dajemy sobie radę, ale... No właśnie . Już tyle siedzę w domu, wróciłabym w końcu do obiegu :):):) Człowiek trochę zatroszczyłby się o siebie. TROSZKĘ :)
Tylko, że to już nie to samo. Gdy byłam na wychowawczym firma moja ukochana została przejęta przez inną (sprzedana). Czyli wracałabym do czegoś zupełnie nowego...innego. Czuję po prostu strach.


Poza tym moje smerfy.
Zawożę do szkoły, przedszkola. Odbieram , co oznacza, ze nie muszą odbębniać dodatkowych godzin w świetlicach. Obiadek zawsze o stałej porze. Zadanie odrobione na spokojnie. Dzieci możemy zawozić dodatkowo na basenik.
Muszę zrobić porządny rachunek wszystkich "za" i "przeciw".
Znacie mnie i wszyscy dobrze wiedzą co wybiorę, ale pozostaje taki trochę żal.
Napiszę jeszcze o tym co mi w duszy gra, a gra i to sporo.
Te lata spędzone w domu, to czas również głębokich przemysleń. Nie o życie chodzi, bo przecież mam jak w bajce :):):) O czym wielu z Was mnie przekonuje :)
Zastanawiałam się nad tym, co ja tak naprawdę chcę robić, bo przeciez przyjdzie w końcu taki moment, ze dzieci nie będę Cię już tak potrzebowały, że towarzystwo znajomych będzie bardziej atrakcyjne, że w zadaniu też juz nie pomogę. Nie chcę być zgorzkniała babą, która nagle stwierdzi, ze jedyne co potrafiła robić w życiu to niańczyć i własnie ten czas się skończył.
Myślałam tak bardzo realnie o tym co chciałabym robić, co sprawiałoby mi przyjemność, ale i pozwoliło opłacać składki :) choćby te zdrowotne :)
Przez te lata zabrałam się porządnie za szydełko.
Zrozumiałam, że to jest to co kocham, każda wolna chwila poświęcona jest machaniu . Niektórzy się z tego śmieją, ze mając trójkę znajduję jeszcze tyle sił i tyle nerwów, zeby dziergać. A przecież mnie to uspokaja :) Każda nowa serweta, łapacz, zazdroska to jedyne w swoim rodzaju dzieło. Czasami z paroma błędami, ale drugiego takiego samego nie znajdziecie:):):)
Zastanawiałam się kiedyś co po mnie zostanie. Dzieci... to oczywiste, bo przecież je mam :) A teraz dochodzę do wniosku, ze przecież te moje dzirgadełka również . Każda z Was, która zamówiła sobie coś u mnie, musiała trochę temu poświęcić, bo przeciez omawiamy to wszystko, zawsze klikniemy jeszcze parę słówek, zeby nie było tak oschle jak w sklepie. Z wieloma z Was znam się już blisko dwa lata.
Te wszystkie myśli latają w mojej głowie, wirują :) i szepcą tylko jedno.
A może byś tak otwarła coś swojego???????
Przecież nie chodzi o kasę (oczywiście jakby sypnęło to bym nie narzekała) ale spełniłabym swoje marzenie. Nie uda się ... trudno, ale spróbowałam.
Dużo o tym myślę, szczególnie tera,z gdy jestem na "zakręcie". Dzieci mnie jeszcze bardzo potrzebują. Praca... jak mam być szczera to wątpię czy to miejsce na mnie czeka (tak jak myślałam) . To już zupełnie inna firma. Nie wiem czy chce dalej robić to co robiłam. Wiem wiem, pewnie wiele z Was po prostu musi chodzić do pracy i nikt się nie pyta czy chcesz, czy Ci się podoba.
Zastanawiam się czy nie wykorzystać szansy i iść najpierw na ten bezrobotny, zrobić trochę kursów, bo już mocno w tyle jestem, rozeznać temat swojego, małego interesiku :)
Może właśnie dostałam szansę...
A teraz chyba idę sie z tym przespać :)
Pokażę jeszcze bieżniczek jaki machnęłam w ostatnich dniach.




Zdjęcia zamieszczone na początku to cudowny zachód słońca jakim ostatnio zostaliśmy obdarowani, oj piękne to było dzieło.
A i w końcu karnawał mamy, chłopaki w domciu to sobie dziennie balangę przebierankową robimy i tutaj musze napisać o moim sredniaku.


Całość odbyła się wczoraj.
  -   Mamuś zróbmy bal przebierańców, zaprosimy  babcię i wujka (mieszkają pod nami)
A ja na to:
  -   Kotuś, a pytałeś babcię czy jej się chce??
  -  Powiedziała że się nie przebierze, ale zróbmy go.
  - A wiesz o tym, że jak bal to jakies ciacha powinny być??
  -  No to na co jeszcze czekasz mamuś???????? - Pyta zdziwiony Radzio
Mnie jakby kto w buzinke walnął.
  - Słońce - rzeczę- ale to jest sporo roboty, a ja jeszcze mam swojej pracy masę.
Na to moje szczere dziecię:
  - Jak się spręzysz to dasz radę.
Odwrócił się i poszedł do domofonu zadzwonić do babci, poinformować, ze za dwie godziny mają być na balu.
To się nazywa być ASERTYWNYM :):):):) Nic tylko się uczyć. Nie myslcie sobie, ze on tak na bezczelnego. To tylko proste myślenie dzieci, no i zwróciłam uwagę, ze to moje słowa :)
Jak Olek chce obejrzeć jakiś film, a ma zadanie to mówię " jak się sprężysz to dasz radę " :):):):)
Dodam tylko, że ptysie zrobiłam :):):):)




A teraz buziaki

piątek, 6 stycznia 2012

Odpowiedzi


Zaniedbałam ten mój blogowy świat okrutnie i nic nie wskazuje na to, żeby się to miało poprawić. Nie uderzam się w pierś, bo takie są koleje rzeczy. Troszkę się wypaliłam, troszkę mam innych spraw, no i moi chłopcy zabierają mi 120% mojego czasu :)
Ostatnio zorganizowali mi taką kumulację na Sylwestra i najmłodszy dostał zapalenia krtani , a średniak zapalenia ucha. Czyli wiadomo płacz i nocne czuwania :(
Ale nie narzekam, bo już jest oki doki.
Cały czas dziergam i chyba już się uzależniałam, bo jednego nie skończyłam, a już mam kilka innych projektów w głowie :)
A teraz to co najważniejsze:)
Bardzo wszystkim Wam dziękuję za komentarze i to przede wszystkim dlatego, że jestescie mimo tego, ze mnie jakoś tak tutaj zabrakło, cały czas ktoś nowy zagląda i zostawia ślad. Nie macie pojęcia (na pewno macie :) jak mnie to wszystko buduje w chwilach załamki. Moja siora dobrze wie jak ja uwielbiam słowne łechtanie :) Nie chodzi o to, żebym w chmurach potem szybowała, ale dzięki takim prostym słowom, dzięki temu, ze jesteście chce mi się potem jeszcze więcej :)\
Muszę jeszcze przeprosić osoby, które na maila pisały. Była wśród nich dziewczyna, której kiedyś łapacza snów robiłam. Pytała jak go wyczyścić i... no tak, ja jestem z tych osób co to w poczcie porządek lubią mieć i nie więcej w Nowej jak 10 listów. Przeczytałam ten list, przeczytałam potem inne i wiecie co zrobiłam na koniec... no tak właśnie, do kosza wszystko i potem kosz opróżnić :( Zobaczyłam, ze list przeczytany i  poszło mechanicznie. Nie będę ściemniała bo i po co. Po prostu wywaliłam, a jak trochę mi się w domu uspokoiło i przypomniałam sobie, ze taki list był to juz nie pamiętałam kto mi go przysłał i nie miałam komu odpisać. Więc teraz oficjalnie i mam nadzieję, ze to przeczytasz :):):)
Ja z moimi łapaczami postępuję tylko w jeden sposób. Zawsze używam VANISHA w żelu (do kupienia w biedronce-najtaniej :) ) Więc wlewam wodę do miski, potem nakrętkę vanisha, robię pianę ręką i najpierw nakładam ją na kółko z wzorem i zostawiam na 10 minut. Po tym czasie wkładam do tej miski i najlepiej gąbką trochę pocieram ozdobę.
Wysuszyć na leżąco, na ręczniczku.
W przypadku, gdyby ozdoba zrobiła się taka "latająca" w środku, znaczy się luźna, zrobić trochę krochmalu i znów położyć ozdobę do miski i tak nałożyc krochmal, żeby był na całej powierzchni ozdoby. Potem położyć na ręczniku i usunąć nadmiar krochmalu, położyć znów na czystym ręczniku i zostawić do wyschnięcia( na ozdobie nie powinno być widocznych paprochów z krochmalu) Jenki nie wiem, czy ja to w ogóle jakoś zrozumiale piszę. Jest jeszcze jedna sprawa, bo nie wiem jakie miałaś ozdoby, bo robiłam i takie, które trzeba było potem naciągnąć.



 Ja mam jeszcze pod ręcznikiem korkową tablicę, bo lepiej można wbijać szpilki :)
Matko jedyna bardzo przepraszam, że nie jest ładnie i składnie, ale nie wiem jak to dokładnie opisać :)
Szczerze powiedziawszy jakaś taka przybita jestem. Wiatry doprowadzają mnie do szału, bo ani dzieci samych na podwórko wysłać nie można. Olka tez ze szkoły muszę odbierać, choć normalnie wracał w niektóre dni sam, ale normalnie się boję, ze mu jakieś drzewo na głowę spadnie. U nas trochę ich pospadało, na szczęście nikomu się nic nie stało:)
Na koniec pragnę wszystkim podziękować, że byliście ze mną, ze wspieraliście, że posyłaliście dobre słowa w moją stronę.
Trochę straciłam zapału do blogowego pisania,  chyba jeszcze trochę minie zanim znów mnie opęta ten mój świat :) Nie zrezygnowałam jednak z Was. Jestem u Was regularnie, czasami zostawiam ślad, a czasami nie :)
Mam za dużo wszystkiego i muszę odpocząć, ale jak odpocząć przy trzech drabach :)
Pewnie zaraz dostanę kopa i ta cisza minie. Może jak pogoda się zmieni, może jak zacznę w domciu wysiewać nasionka na ogródkowe szaleństwa, to w końcu już za chwil parę :) Na razie mówię do następnego :)
Buziaki